JR & Ph7
![]()
Europa od jakiegoś czasu dogania USA nie tylko w koszykówkę. Artyści ze Starego Kontynentu coraz częściej swoimi wydawnictwami udowadniają, że to to, co dzieje się na ich ziemi, to nie tylko słabszy odpowiednich artystów amerykańskich. Kolejnym, idealnym przykładem tego jest niemiecki duet producencki JR & Ph7, który niedawno wydał album “The Standard”. Przeczytaj wywiad z nimi.
Wasz najnowszy album “The Standard” ukazał się zaledwie parę dni temu. Jakie są Wasze odczucia odnośnie pierwszych opinii, które do Was dotarły?
PH7: Póki co opinie są znakomite. Wygląda na to, że album podoba się wielu ludziom, także w Stanach, gdzie mamy spory oddźwięk wśród DJ’ów. Więc jak do tej pory jesteśmy bardzo zadowoleni z reakacji ludzi, którzy słyszeli album.
Tak w ogóle jak się poznaliście i przede wszystkim zdecydowaliście się zrobić wspólny album?
JR: Po raz pierwszy spotkaliśmy się kiedy pracowałem dla Mad Flava Entertainment. Robiliśmy winyl, na którym PH7 miał swoje produkcje. Po jakimś czasie przeprowadził się do Kolinii i nasza znajomość zaczęła się rozwijać. Zacząłem pracę nad kolejnym winylowym singlem, który okazał się być EPką, a PH7 miał zająć się jej mixem. Zaczęliśmy pracować razem, i wreszcie ta EPka rozwinęła się do całego albumu. Był to dla nas raczej naturalne, nie wyglądało to tak, że pewnego dnia usiedliśmy i powiedzieliśmy „OK, zróbmy razem album”.
Wygląda na to, że macie podobne podejście do muzyki, jednak to normalne, że każdy myśli inaczej. Czy podczas tworzenia albumu zdarzały się sytuacje, w których Wasze zdania rozbiegały się na tyle, że ciężko było podjąć decyzję?
JR: Ph7 zawsze chce wrzucać swoje kiczowate RnB. haha. Mówiąc poważnie, nie. Myślę, że ufamy sobie na tyle, że jeśli jednemu z nas coś naprawdę się nie podoba, to robimy coś innego, co będzie bardziej leżeć dla nas dwóch.
PH7: Ale ja lubię swoje kiczowate RnB, haha.

Przed wydaniem “The Standard” wyprodukowaliście niezliczoną ilość kawałków w Niemczech i w całej Europie. Dlaczego teraz zdecydowaliście pójść z Waszą muzyką “za ocean” i zrobić album tylko z artystami z USA?
PH7: Myślę, że to także dość naturalne. W domu słucham głównie amerykańskich artystów, więc zawsze chciałem zrobić cokolwiek z kimś kogo muzyka mi się podoba. Poza tym, brzmienie naszego albumu nie jest tym, czego dzisiaj szuka większość niemieckich raperów.
JR: Myślę dokładnie tak samo. Poza tym, to otwiera nam pewne drzwi, ponieważ rap z USA jest słuchany na całym świecie, więc po co ograniczać się tylko do krajów, gdzie funkcjonuje język niemiecki?
Czytając na Waszym myspace’ie “How we made The Standard”zauważyłem, że większość artystów nagrywała swoje wokale w Kolonii. Jak ważne było dla Was poznanie tych raperów osobiście i uczestnictwo w całym procesie nagrywania?
JR: Myślę, że to bardzo ważne. Po pierwsze, chcemy robić muzykę tylko z ludźmi, którzy są w porządku i nie chce się nam marnować czasu z ludźmi, którzy robią to tylko dla pieniędzy. Niestety nie mieliśmy okazji poznać osobiście dosłownie wszystkich artystów, ale ogólnie rzecz biorąc bycie z nimi w studio jest bardziej produktywne. Możemy dopilnować, żeby każdy był zadowolony z końcowego efektu, a także mamy pewność, że nasza wizja kawałka (jeśli ją mamy) jest także uwzględniona.
Lista udziałów gościnnych wygląda imponująco, ale czy są jacyś artyści, których chcieliście mieć na tym projekcie, a do tego nie doszło?
PH7: W sumie wszyscy, z którymi się konktaktowaliśmy skończyli swoim udziałem na albumie. To nie był wielki problem. Ale oczywiście są artyści, którzy są w ogóle na innym poziomie, z ktrórymi ciężko nawiązać konktakt, nieważna jak dobre jest to, co robisz. Na pewno chcielibyśmy współpracować z takimi artystami jak Pharaohe Monch czy Common, ale oni po prostu nie zajmują się już szeroko pojętym „undergroundem”, a poza tym i tak mamy na nich za mały budżet.

Nawiązując do kawałka “Dreams” nagranego przez Kaze i Edgar Allen Floe. Kiedy patrzycie na całą pracę jaką włożyliście w ten album i przede wszystkim na finalny efekt, czujecie, że Wasze marzenia się spełniły?
JR: Z jednej strony myślę, że na pewno. Czułem się niesamowicie, kiedy trzymałem po raz pierwszy, przesłany przez label, podwójny winyl z albumem. Ale wiesz, z drugiej strony mieliśmy tak dużo problemów z labelami, zanim w ogóle album ujrzał światło dzienne, że jestem zadwolony z faktu, że na końcku wszystko się udało Ale tak, to świetne uczucie, mieć wydany album, który Tobie podoba się w 100%, i który także podoba się ludziom.
Jakie są Wasze oczekiwania odnoście albumu patrząc w przyszłość? Jakie drzwi może on Wam otworzyć?
PH7: Mam nadzieję, że więcej ciekawych artystów będzie chciało z nami współpracować. Mam nadzieję także, że “The Starndard” otworzy nam drogę do kolejnego albumu, który jest już praktycznie gotowy i na szczęście wszystko, co jest związane z jego wydaniem, idzie gładko.
Coraz częściej słyszy się opinię, że hip hop dzisiaj najbardziej żyje w Europie (a także w Japonii), że to jest miejsce, gdzie artyści z USA mają najwięcej fanów. Myślicie, że Europa może być przyszłością hip hop’u, czy to wszystko jest po prostu skutkiem globalizacji postępującej w każdej dziedzinie?
JR: Jedną z rzeczy, którą zauważyłem będąc w Japonii było to, że ludzie tam naprawdę doceniają hip hop, i co najważniejsze – winyl. Kupowanie płyt w Japonii to szaleństwo. Nasz album pojawił się w Japonii jakieś pół roku wcześniej niż w Europie i USA, to już mówi samo za siebie. Generalnie uważam, że Hip Hop jest globalnym fenomenem i gdziekolwiek pójdziesz, znajdziesz kogoś, z kim nawiążesz kontakt poprzez Hip Hop, powinniśmy być za to wdzięczni. Europa przyszłością Hip Hopu? Tego nie odważyłbym się powiedzieć.

Zawsze chce zadać to pytanie każdemu producentowi. Jakie jest Wasze podejście do źródeł sampli? Czy samplowanie tylko winyli jest dla Was złotą zasadą, czy samplujecie wszystko i skupiacie się tylko na finalnym efekcie?
PH7: Samplujemy wszystko, nie ważne z czego pochodzi dopóki jest dobre. Oczywiście preferujemy samplowanie winyli, ale jeżeli mamy sampel tylko w cyfrowej formie to nie mamy problemu z jego użyciem. Podobna kwestia dotyczy sprzętu. Nie ważne na czym pracujesz dopóki Twoje bity są konkretne..
Wielu ludzi mówi, że istnieje różnica pomiędzy byciem beatmaker’em i producentem. Jaka jest różnica Waszym zdaniem?
JR: Ja siebie określiłbym raczej mianem beatmaker’a, PH7 jest producentem. Myślę, że producenci po prostu potrafią widzieć każdy kawałek szerzej, więdzą w którą stronę powinien pójść. Ja jestem po prostu beatmaker’em mającym fioła na punkcie sampli, który wszystko ma gdzieś, haha.
Nowe technologie w tym momencie pozwalają robić bity praktycznie każdemu. Myślicie, że to jest pozytywne bo każdy może się pokazać, czy negatywne z powodu tego całej słabizny, która się ukazuje?
PH7: Jest jak jest. Myślę, że to dobrze, że więcej ludzi może wyrażać siebie poprzez muzykę. Na samym końcu to i tak słuchacz decyduje, czy mu się to podoba, czy nie..
Wygląda na to, że Wasza kariera rozwija się perfekcyjnie. Jak uważacie, gdzie większość młodych producentów robi błąd starając się wyjść z cienia?
JR: Wiesz, nadal jestem spłukany, więc nie wiem czy wszystko do końca poszło tak perfekcyjnie, haha.
PH7: Myślę, że wielu producentów za bardzo śpieszy się z wydawaniem swojej muzyki. Jestem zadowolony z faktu, że miałem czas na rozwinięcie moich umiejętności, zanim wypuściłem cokolwiek.
Więc jaki jest następny krok dla Jr & Ph7? Powiedźcie coś o swoich przyszłych planach…
JR: Teraz muszę poogarniać wszystkie sprawy, przede wszystkim uczelnię, potem zobaczymy. Aha, oczywiście nasz drugi album!
PH7: Ja po prostu chcę żebyśmy dalej robili swoje rzeczy i produkowali także innym.
Odwiedź:
Dodano: 3-04-2009 przez Lazy
Napisz komentarz:

kwiecień 3rd, 2009 soulsonist
plyta jest emag dobra… kozak wywiad!