SonReal
![]()
ENGLISH VERSION
Kanada - kraj tak bliski USA, a czasem zdaje się być tak daleko. Szczególnie jeśli zwrócimy uwagę, na masę artystów, których publika omija szerokim łukiem tylko dlatego, że nie mieszkają w Stanach. Zdecydowanie jednym z nich jest SonReal, który niedawno wydał swój drugi album. Poznajcie go, czytając ten wywiad.
Podejrzewam, że wielu naszych czytelników nie miało okazji Cię poznać. Możesz się im przedstawić w paru słowach?
Witam, jestem znany pod imieniem SonReal. Robię swoje od jakiegoś czasu, ale tak na prawdę dopiero ostatnio moja muzyka trafia do szerszego kręgu słuchaczy. Pochodzę z Vancouver i staram się robić innowacyjny hip hop.
No właśnie, pochodzisz z Vancouver w Kanadzie. Biorąc pod uwagę Twoją muzykę, rozpatrujesz to jako zaletę czy wadę?
Myślę, że obie. Jest to zaletą, ponieważ w tym mieście nie ma wielu artystów, którzy osiągnęli wielki sukces, więc jest trochę łatwiej zwrócić na siebie uwagę słuchaczy przez artystów, którzy teraz robią swoje. Ale z drugiej strony jest to wada, bo możesz się tu rozwijać jako artysta tylko do osiągnięcia pewniej granicy, a tą granicą jest w tygodniu pracowanie jak każdy inny człowiek i granie koncertów w weekendy.
Myślisz, że w mieszkając w Stanach miałbyś większe możliwości?
Możliwe, ale Vancouver zawsze będzie dla mnie domem. Gdziekolwiek będę, zawsze będę tu wracał. Ale jeśli pojawi się możliwość zrobnienia czegoś w Stanach to na pewno z tego skorzystam.
Parę miesięcy temu wydałeś swój drugi album zatytułowany “Good Morning”, którym zdecydowanie udało Ci się dotrzeć do szerszej publiki. Czy wydanie tego albumu było punktem zwrotnym Twojej kariery?
Na pewno. “Good Morning” jest najlepszym co udało mi się zrobić. Dzięki tej płycie przedarłem się do dużo większej publiki i mocno zwiększyłem liczbę swoich fanów. Tylko dobre rzeczy wiążą się z wydaniem tego albumu.

Na “Good Morning” możemy posłuchać nie tylko Twojego rapu, ale także Twoich umiejętności wokalnych w śpiewaniu. W której formie ekspresji czujesz się lepiej jako artysta?
Wiesz, przede wszystkim jestem raperem, śpiewanie jest na dalszym miejscu. Choć według mnie, obie formy idą ze sobą w parze. Żeby być naprawdę dobrym raperem, musisz umieć śpiewać. Nie chodzi mi o to, że muszisz śpiewać w swoich kawałkach czy gdziekolwiek, ale jeśli weźmiemy pod uwagę któregokolwiek wielkiego rapera, to gwarantuje, że ma to ogarnięte. Zawsze lubiłem śpiewać i używać sporo melodii w swoim rapie, ale dopiero na tym albumie zacząłem to pokazywać.
Możemy tam także usłyszeć żywe instrumenty. Czy kiedykolwiek chciałeś nagrać album z całym live band’em?
Pewnie, że tak!
W kawałku “A New Man” mówisz, że “nigdy nie mógłbyś iść drogą Tru Life’a i Mobb Deep”. Jak ważne jest dla Ciebie bycie autentycznym, prawdziwym wobec swojej osoby, kiedy wokół tak wielu artystów jest podobnych do siebie?
Wiesz, dla mnie to wszystko. Bycie sobą w 100% i trzymanie się tego w co wierzysz, to najważniejsze rzeczy, cokolwiek robisz.

W tym samym kawałki mówisz o negatywnych wartościach promowanych przez wielu współczesnych raperów, kiedy od Ciebie możemy usłyszeć mnóstwo poważnych i przemyślanych tekstów. Myślisz, że dzisiejszy hip hop potrzebuje więcej pozytywnego przekazu?
To czego potrzebujemy w hip hopie to więcej przewodnictwa. Nieważne czy opowiadasz historię o czymś negatywnym, która miała dla kogoś pozytywny efekt czy po prostu inspirujesz swojego słuchacza do tego, żeby stawał się lepszą osobą.
Według Ciebie, hip hop nie umiera, ale potrzebuje być „pokochanym”. Czy możesz wyjaśnić, co kryje się za tym wyrażeniem?
Po prostu mówię o hip hopie jakby był kobietą, która ma totalnie dość tego, w jaki sposób traktują ją mężczyźni, ma dość przelotnych znajomości i naprawdę potrzebuje prawdziwej miłości.
Kawałek “Upside Down” mówi o rzeczach, które myślę każdy z nas doświadcza od czasu do czasu. Co, poza Twoją muzyką, pozwala Ci widzieć w świecie tą lepszą stronę?
Wszystko! Wstawanie rano, moja rodzina, możliwość robienia tego wywiadu z Tobą!

“Oh My” to zdecydowanie mocny moment albumu. John Wilson, który jest jego współtwórcą, zdaje się być bardzo utalentowanym kolesiem. Jak w ogóle się poznaliście i jak powstał koncept na ten kawałek?
John to mój człowiek. Spotkaliśmy się parę lat temu, pokazał mi wtedy kawałek “Tangled Up”. Do dziś uważam go za jeden z moich ulubionych kawałków. Jakiś tydzień po tym jak się poznaliśmy zadzwonił do mnie i zaśpiewał refren do „Oh My” przez telefon, mówiąc, że chciałby ten kawałek zrobić ze mną. Napisaliśmy ten kawałek już wtedy, ale nagraliśmy go dopiero na „Good Morning”.
Na “Good Morning” w trzech kawałkach pojawia się raper o ksywce Promise. Muszę przyznać, że brzmi całkiem nieźle. Możesz go nam przybliżyć w paru słowach?
Promise to, w tym momencie, zdecydowanie jeden z najbardziej utalentowanych artystów z Toronto. Współpracuje z takimi ludźmi jak Royce Da’ 59, Elzhi, Rhyme Fest… wymieniając tylko paru. Ze mną współpracuje już od kilku lat. Mamy już sporo nowych, wspólnych kawałków, będzie też na moim następnym albumie, możesz mi wierzyć!
Więc, jak wygląda Twoja najbliższa przyszłość? Mam nadzieję, że nie zwolisz tempa i już niedługo będziemy mogli usłyszeć od Ciebie coś nowego.
Oczywiście, “The Stoll” – taki tytuł ma nowy album. Mamy już gotowe jakieś 7 kawałków i póki brzmi naprawdę konkretnie. Jestem tym mocno podekscytowany.
Dzięki za poświęcony czas, jakieś ostatnie słowa?
Dzięki, to dla mnie żaden problem. Wielkie prosy dostają: A-Bomb z Dunas, TassNata i Brett Korberg z Natasoul, mój manger Derek Seaborn, John Wilson, Esocleric, Rich-A i wszyscy, którzy czują moją muzykę!
Odwiedź:
Zobacz:
Dodano: 25-02-2009 przez Lazy
Napisz komentarz:
