Top 10 października
![]()
Z lekkim opóźnieniem, ale jak to mawiają lepiej późno niż wcale. Październik był taki jaki się zapowiadał – mnóstwo produkcji zapowiedzianych na ten miesiąc nie zawiodło, ukazało się i na szczęście w większości spełniło oczekiwania. O tym, jak wiele ciekawych produkcji ukazało się w tym miesiącu świadczy chociażby to, jakie albumy nie załapały się do Top 10 i znalazły się w rezerwowym podsumowaniu. Oby rok dalej się tak toczył.
Afro Classics – Classic Rock (Natural High Recordings)
Czy ktoś może mi wytłumaczyć, jak to możliwe, że album na takim poziomie, i do tego nie debiutantów a ludzi znanych już bardzo dobrze z poprzednich produkcji, jest totalnie niezauważony? Coś tu jest nie tak i mam nieodparte wrażenie, że to jednak wina wydawcy. Bo przecież jeśli albumu nie ma w najlepszych sklepach online, to jak ma on być zauważony? Wielka szkoda, bo wspólny projekt Scarub’a (Living Legends) i Very (Us Pros.) to porządna dawka niestandardowego rapu i naprawdę mocna alternatywa na wałkowane w kółko to samo brzmienie.

Cunninlynguists – Strange Journey Volume Two (A Piece Of Strange Music)
Potrzebujemy nowego, studyjnego albumu Cunninlynguists. Obie części „Strange Journey” narobiły ogromnego apetytu na nowy materiał grupy, co zresztą zapewne było ich zadaniem. Kno - cieżko byłoby mi znaleźć drugiego producenta szukającego sampli w tak różnej muzyce. Jego umiejętności diggerskie odbijają się na niesamowitym klimacie kawałków grupy, szczególnie, że Deacon The Villian i Natti odnajdują się na nich bezbłędnie. Cunninlynguists przekazuje ładunek emocjonalny jak mało która grupa, a kawałki jak wersja live utworu „Nothing To Give” tylko tego dowodzą. Nie dziwne, że już dziś grupa nazywana jest jedna z najlepszych grup niezależnej sceny ostatniej dekady.

D. Black – Ali’yah (Sportin’ Life Records)
D. Black zwórcił moją uwagę dość mocno na “White Van Music” Jake One’a, gdzie swoim kawałkiem „God Like” wręcz pozamiatał wielu zdaje się dużo lepszych zawodników. Tym mocniej czekałem na zapowiedzianą długogrającą produkcję i nie zawiodłem się ani trochę. Underground’owy rap w najlepszym wydaniu. Raz dostajemy przepełnione soul’em i spokojne „Yesterday” by od razu po tym dostać mocne uderzenie kawałkiem „The Return”. Klimaty te przeplatają się stale przez album, który jest między nimi bardzo dobrze wyśrodkowany. Szkoda tylko, że na albumie pojawiło się tak mało produkcji Jake One’a, czuć od razu, że D. Black odnajduje się na nich idealnie. Na szczęście jest jeszcze Witamin D, który swoimi produkcjami na tym albumie potwierdza swoją wysoką pozycję.

Del The Funky Homospaien & Tame One - Parallel Uni-Verses (Gold Dust Media)
Patrząc na dyskografię obu artystów trudno odmówić im oryginalnego podejścia do robienia muzyki. Ich wspólny album mógł pójść w dwie strony – w brzmienia bardziej standardowe, lub klimaty, które zrozumielibyśmy za 10 lat. Całe szczęście starcie się tych talentów dało całkiem normalną mieszczankę, co nie znaczy, że wtórną. Tak samo Tame One jak i Del pokazują, że jest nieograniczona ilość sposób nawinięcia zwrotki, i co tu dużo gadać, słychać, że nie robią tego od wczoraj. Ogromną rolę w pozytywnym odczuciu albumu ma produkujący całość – Parallel Thought. Jego bity są niby zwyczajne, ot kolejne lata 60. I 70. Samplowane w podobny sposób, jednak takie wrażenie szybko mija. Bity mają w sobie coś oryginalnego, coś co odróżnia je od innych, a także i może przede wszystkim daje większe pole do popisu autorom albumu.

Fashawn – Boy Meets World (One Records)
O tym młodziutkim, zaledwie 20-stoletnim raperze robiło się głośno praktycznie przez cały rok. Wreszcie doczekaliśmy się oficjalnego albumu. Fashawn wybrał trudną drogę. Swoim debiutem nie starał się przypodobać fanom i poszedł drogą 90% ciekawie zapowiadających się MC’s. On pozostał wierny swojemu klimatowi i stworzył album ciekawy, ale na pewno album, który wielu nie będzie się podobał. Chodzi tu przede wszystkim o charakterystyczne produkcje Exile’a, który zajął się całością produkcji albumu. Nie są to typowe wpadające w ucho bangery, lecz raczej szukanie ciekawych brzmień i granie na emocjach. Do mnie to trafia i według mnie Fashawn ma zapewnione miejsce wśród debiutantów roku.

Gift Of Gab – Escape 2 Mars (Cornerstone RAS)
Gift Of Gab – czy ta ksywka nie brzmi jak gwarancji jakości? Jak przypomnę sobie Blackalicious, solowe kawałki, czy ostatni projekt – The Mighty Underdogs, to ciężko znaleźć mi jakikolwiek moment, kiedy w rapie tego artysty cokolwiek mi się nie podobało. Ten niesamowity głos po prostu wchodzi w moją głowę jak w masło. Do tego zapowiedzi o albumie pojawiły się na tyle krótko przed premierą, że byłem pewny przekładania terminu. Na ogromne brawa zasługuje DNAEBEATS – producent z San Francisko odpowiedzialny za stronę muzyczną 95% albumu. Co prawda najlepszy kawałek albumu – „Dreamin’” – jest autorstwa Headnodic’a, lecz to mało komu znany producent stworzył odpowiedni podłoże muzyczne do pokazania umiejętności Gab’a. Z Marsa z tym albumem zapewnie nie da się uciec, ale godzina oderwania od całego świata jest gwarantowana.

Kam Moye – Splitting Image (RBC Records)
Kam Moye wraz z nowym albumem, i co by nie mówić odważnym ruchem – porzuceniem ksywki na rzecz prawdziwego imienia, zapowiadał nowego, świeżego i ani trochę nie podobnego do Supastition artystę. Szczerze mówiąc, to akurat w ogóle się nie udało, ale to chyba tylko dobrze. Nie oczekiwałem po tym albumie wielkich rewolucji, a kolejne zapowiedzi tylko potwierdzały, że brzmi to jak poprzednie produkcje jeszcze jako Supastition. Bardzo porządne flow, sporo emocji i tematy bliskie każdemu z nas – ten album to mocna pozycja, a nazwa jest tutaj najmniej ważna.

Masta Ace & Edo G. – Arts & Entertainment (M3 Music)
Ten rok obfituje w kooperacja, które kilka lat temu byłyby wydarzeniem roku, a dziś mówimy tylko ‘patrz, oni też’. Tym razem jednak mogę z całą pewnością powiedzieć – udało się. A dlaczego? Ponieważ Edo G. dalej trzyma wysoki poziom, producenci tacy jak DJ Spinna I M-Phazes, dali co najlepsze w ich bitmaszynach, ale przede wszystkim Masta Ace to Masta Ace. Te składowe nie mogły dać słabej produkcji. A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno Masta Ace bardzo poważnie myślał o zakończeniu kariery. Całe szczęście wyszło to dla niego podobnie jak dla Jay-Z’iego, i dziś dalej możemy delektować się przekonkretnym rapem od tego artysty.

Rita J – Artist Workshop (All Natural Inc.)
Nawet jakby ten album nie podobał mi się tak jak się podoba, to zamieściłbym go tutaj tylko ze względu na moją chęć promocji I zwracania uwagi na damski rap. Całe szczęście album broni się sam a miejsce wśród najlepszych albumów minionego miesiąca jest z pewnością zasłużone. Rita J trzymając się blisko ekipy All Natural przejęła od nich podejście, żeby nie iść na łatwiznę i brnąć w jedno i to samo brzmienie reszty sceny. Od strony muzycznej album brzmi oryginalniej, a rap Rity doskonale się na nim odnajduje. Nie pozostaje nic innego jak jarać się tym i wołać o kolejne produkcje od pań – niech ożywią trochę scenę.

Royce Da 5’9’’ – Street Hop (M.I.C. Records)
Oczekiwaniu jakie towarzyszyło temu albumowi dorównać może chyba tylko EPka Evidence’a. Udziałamy gościnnymi, singlowymi kawałkami i przede wszystkim albumem Slaughterhouse, Royce zbudował spore oczekiwania. I co? Zawiodłem się i wkurzyłem. A to dlatego, że materiał, jest naprawdę gruby, ale dlaczego kolejny artysta odkrywa prawie połowę swojego albumu zanim przyjdzie jego premiera? Niszczy to całą frajdę ze słuchania albumu jako całości. Nerwy drgały mi tym bardziej, że album jest na bardzo wysokim poziomie, szczególnie współpraca Royce’a z Preemo wychodzi bardzo miło dla ucha. Nie da się ukryć, że Nickel Nine tą produkcją udowadnia, że jest czołowym zawodnikiem na scenie, co do tego raczej nie ma dyskusji.

Top 10 rezerwowe:
Anti-Pop Consortium – Fluorescent Black (Big Dada Recordings)
Camp Lo – Another Heist (Soulfever Records)
El Da Sensei & The Returners – Money EP (Asfalt Rec. / Coalmine Records)
Killah Priest – Elizabeth (Proverbs Records)
Mac Lethal – Love Potion 5 (Black clover Records)
Paten Locke – Super Ramen Rocketship (Tres Records)
People Under The Stairs – Carried Away (OM Records)
Sha Stimuli – My Soul To Keep (Chamber Musik Records)
Snowgoons – Trojan Horse (iHipHop Distribution)
The Clonious – Between The Dots ( Ubiquity Records )
Dodano: 7-11-2009 przez Lazy
Napisz komentarz:

listopad 8th, 2009 Fanatik
Cieszę się, że kolejny raz top 10 jest zrobione godnie, czytam co miesiąc i kierując się Twoimi opisami nadrabiam nieraz muzyczne zaległości lub wręcz przeciwnie - odpuszczam sobie dany album. Na pewno dam szansę Fashownowi i Afro Classics.
A album Snowgoons nie przypadł Ci do gustu? Można mówić, że 3 raz to samo, nic nowego lub odkrywczego, że zapraszani są raperzy z tych samych kręgów, ale pomijając te bzdury - 3 raz jest zajebiście i to przez duże z. Jak dla mnie pozycja lepsza od poprzedniego albumu na stówkę i wskoczy na moje top 10 ale w skali roku a nie miesiąca. Z kolei Killah Priest słaaabiutko, zbyt surowe i chaotyczne tło, może miało brzmieć jak dawniej? W paru kawałkach zapachniało klimatem starego WTC, lecz to jednak nie to. Nie podpadł mi kompletnie a intro takie całkiem klimatyczne było ;) Zastanawiam się czemu Killah współpracuje wciąż z Wooool’em, ktoś powinien zdjąć klapy z jego uszu. Poza tym za długi ten album, znużył mnie solidnie. Nadal czekam na numery w stylu If You Don’t Know, własny label księżunio wystartował dość przeciętnie.
listopad 8th, 2009 WODZIK
no kurcze, a gdzie Swollen Members, Cormega, czy Saigon??? Poza tym jak dla mnie w 10 PUTSi koniecznie i Camp Lo raczej też.
Z ciekawością sprawdzę Gifta i D. Blacka.
BIG UP!!
listopad 8th, 2009 Muodszy
Dla mnie zdecydowany top 1 w tym miesiącu to Gift of Gab. Pierwszy odsluch polegał nie na wsluchiwaniu się w muzykę, ale raczej na zastanawianiu się “jak coś takiego jest możliwe”.
Na Kam Moye (tak zmienił ksywke ze ciężko się ja odmienia heh) czekam aż paczka od Reform School Music dotrze do mnie, ale podzielam Twoja opinie, ze może nie być rewolucji tylko strychu dobry Supa.
Na pewno sprawdze Rite J i Afro Classics, a no i Sha Stimuli bo singlowy numer z Freewayem był tłusty.
listopad 8th, 2009 Damian
Mam pytanie, czy ty te wszystkie płyty kupujesz orginalne czy ściągasz z neta? bo to przeciez kupa kasy na tyle płyt miesięcznie, ja bym nie wyrobił:/ chociaz chcialbym miec taką kolekcje. Troche też wydaje mi się że jednak za dużo tych płyt na miesiąc, ja żeby się wsłuchać i ocenić płytę to musze jej posłuchać co najmniej tydzień:) pozdrawiam
listopad 8th, 2009 Fanatik
Hehe, pytacie gdzie Swollen Members? Pozostało na poziomie Bollywood Chick :D śpiewane refreny, co to kurwa jest, to nie moje SM. Cóż, chłopaki poszli “do przodu”, a parę przebłysków i mocnych gości nie wystarczy na dobry album. Nie liczyłem na dawne klimaty, ale na utrzymanie poziomu - niestety…
Pamiętajcie, że to subiektywna lista.
listopad 9th, 2009 WODZIK
Oj kurcze, brakuje mi argumentow do takiej polemiki;) Jesli śpiewane refreny są z góry założeniem, że album jest chujowy…no to sorry.
W wydanym w tym roku Deep Rooted też jest mnóstwo spiewu i co zły jest? (Zresztą w ich wypadku dzieje się to siłą rzeczy z racji obecności damy w grupie). No co to ma być?
Ja będę się upierał, że jest dobrze w przypadku SM. Ale luz możecie mnie zjebać za gust - cały czas podoba mi się DJ JS1 (żeby było jasne - przy takich gościach powinno być tysiącpięcetdwadziewięcet razy lepiej)
A to, że lista jest subiektywna to “ciemny lud” zdążył pojąć;)
pozdr
listopad 9th, 2009 krycha Bez Oka
Nie ma sie czego wstydzic mi tez sie zajebiscie podoba Dj JS1, czesto moje zdanie sie rozni od tego z list top 10 na rawrap, ale zawsze czytam z przyjemnoscia i wyczekuje kolejnych list. Za to z tym zestawieniem prawie sie zgadzam idealnie, nie ma w nim plyty ktora by mi sie nie podobala. Cormegi mi rzeczywiscie tu brakuje a Sajgon kurewsko mnie zawiodl a kibicuje mu od pierwszego mixtapu (7 lat temu gdzies to bylo), swoja droga to tak samo zajarany bylem Papoosem ale chlopak tez juz sie wypalil..ale to z innej beczki. 2 ostatnie (jedyne nowe) utwory na Epce Returnersow i senseia mnie wyjebaly z butow, czekam na alboom. Pozdro
listopad 9th, 2009 Fanatik
WODZIK co Ty porównujesz? Deep Rooted a SM? To nie ta skala chłopie…
Nie zakładam, że śpiewane refreny przekreślają jakikolwiek album, bo nie słucham tylko ciężkich żalów z ulicy. Deep Rooted to z założenia klimaty chilloutowe a SM kiedyś było całkiem inne i wyraźnie kroczy teraz inną ścieżką - vide ostatnie dwa albumy. Sam zresztą przyznałeś, że z definicji muszą w DR być śpiewane refreny, skoro panna w składzie. I o ile mogę przełknąć numery takie jak singlowy Warrior, to kawałki jak Real P.I. czy Flyest brzmią jakby chłopaki ostatnio przespali się z Usherem. Oprawę muzyczną jeszcze można wybaczyć, ale najgorsze jest to, że spuścili z tonu także tekstowo/lirycznie, choć na tle innych i tak jest to mało widoczne. I skoro wielu recenzentów za najlepszy numer uznaje Funeral March to coś tu jest nie tak - parę lat temu ten kawałek na ich płycie byłby co najwyżej średniakiem. Więc nazwijmy to postępem, right? ;) Za mało tych godnych utworów, za mało wejść jak w Meltdown…
Co do DJ’a JS-1 - wciąż gości na mojej sansie, Karma Killerz zajebiście mnie relaxuje (”in the beginning there was only the sound”) ale moimi faworytami są Runnin This i westcoastowy Murder (”I desecrate you favorite emcee while JS digging in the crates” - yeah!).
listopad 10th, 2009 Kadłub
Dwie płyty z podsumowania, które słyszałem zastąpiłbym innymi.
Kam Moye moim zdaniem zrobił krok do tyłu w stosunku do poprzedniej produkcji ”Self Centered EP” sygnowanej już swoim imieniem i nazwiskiem zamiast zapowiadanego progresu. Głównie ze względu na przeciętną warstwe muzyczną tego albumu. Są lepsze momenty (np. ”Life Line” lub ”Forever Fresh”), ale ogólnie jest poprostu za słabo. I to jest największą wadą bo do Kam’a większych zarzutów mieć nie można. W warstwie tekstowej dostajemy to co zapowiadał.
Druga dziwna podróż CunninLynguists nie zrobiła na mnie wrażenia. Płyta nie bardzo trzyma się kupy. Słychać, że nie ma wyraźnie wyznaczonego kierunku w jakim by podążała. Nie ma jakiegoś konceptu. Odrazu po pierwszym przesłuchaniu widać, że jest to kompilacja a nie płyta studyjna. Ale trzeba przyznać, że Kno potrafi produkować grubo i z rozmachem. Nie ogranicza się. To co po tym albumie zostanie w mojej głowie to ”Streets”, ”To Be For Real” (kozak!) i ”Running Wild”. Reszte można sobie spokojnie darować.
Płyty. których brakuje (podkreślam, że moim zdaniem) w TOP 10 to:
- Snowgoons ”The Trojan Horse”
Ktoś wspomniał tu troche wyżej, że można się doczepić, iż jest to trzecia (a w sumie czwarta) taka sama płyta. Dla mnie to kolejna dobra, typowa produkcja ze Snowgoons’owym klimatem. Nie jest najlepsza w ich dyskografii, ale dobrych traków nie brakuje.
- El Da Sensei & The Returners ”The Money EP”
Tylko pięć kawałków z czego trzy każdy już napewno zna. Ale dwa nowe są lepsze niż nie jeden cały album. Nic tylko czekać na GT2 i Beat Brothers.
- Cormega ”Born And Raised”
Nie jest to wybitna produkcja, ale napewno na tyle dobra żeby znaleść się w TOP 10. Gdyby wybrać z niej najlepsze kawałki i zrobić z nich EPke to była by to konkretna pozycja.
- The White Shadow Of Norway ”Victory”
Płyta, którą chyba wszyscy kompletnie przespali. I coś mi się zdaję, że wogóle mało kto kojarzy tego producenta. A szkoda bo jest niewątpliwie wart uwagi. To już jego trzeci album producencki niejako zamykający trylogie. Klasyczny klimat produkcji momentami przypomina to co robią Snowgoons i AOTP. Z bardziej znanych gości pojawiają się m.in. Melle Mel, Sadat X, Craig G, Stricklin i Infinito 2017.
I na koniec jeszcze kilka słów odnośnie płyty ”Street Hop”, którą wreszcie po długim oczekiwaniu otrzymaliśmy. Jest to napewno mocna i konkretna pozycja. Ale w kilku momentach mogło by być lepiej lub tych momentów moglo by wogóle nie być. Mam tu na myśli np. kawałek ”Bad Boy”, który wogóle mi tu nie pasuje. A także niepotrzebny Auto-Tune w ”Far Away”, który psuje całość. Royce nawija w nim ”…i used the auto-tune because i’m clownin’…” ale to wygłupianie się wyszło w tym wypadku na niekożyść utworu. Kolejny minus to wypuszczanie zbyt dużej ilości utworów do promowania albumu przed jego premierą. To już zresztą ostatnio staje się powoli niezrozumiałą dla mnie normą. To chore, że do promocji płyty puszcza się za darmo w neta około jej połowy. I to tej lepszej połowy. Ale koniec końców Royce dobitnie pokazał, że jest czołówką pierwszej ligi i należy się z nim liczyć. Każdy życzył by sobie do posłuchania więcej produkcji z takimi trakami jak ”Murder”, ”On The Run”, ”Part Of Me”, Hood Love” lub ”Gun Harmonizing” żeby wymienić tylko kilka.
listopad 10th, 2009 krycha Bez Oka
ze wszystkim sie zgadzam….oprocz tego ze kawalek Bad Boy Rojsa to lipa, dla mnie kozacki utwor.Supastition rzeczywiscie ostatni byl lepszy, Snowgoonsom dam szans jeszcze bo mimo ze lubie klmaty Jedi Mimdsow i AOTP to do tej pory (i tak jest z nowa plyta) srednio mi sie wkrecali
listopad 29th, 2009 Fanatik
Po wielokrotnym przesłuchaniu płyty Escape 2 Mars stwierdzam, że jej obecność w top 10 jest jak najbardziej uzasadniona. Dreamin jest świetnym kawałkiem, ale jak dla mnie najlepszym numerem jest Electric Waterfalls - genialny podkład, słowa które dają do myślenia i sam zawiesisty klimat - jeden z najlepszych kawałków tego roku.